
Długi krok Lecha do Ligi Mistrzów
Wtorek, 27 lipiec 2010, 16:34
Do Ligi Mistrzów niby mamy już tak blisko, a przecież jest jeszcze tak daleko - celnie zauważył Sławomir Peszko. Po wtorkowym meczu droga Lecha do wyśnionego piłkarskiego raju może się znacznie skrócić.
Dla Lecha mecz ze Spartą na Letnej to najważniejszy występ za kadencji trenera Jacka Zielińskiego. I najważniejszy, odkąd właścicielem klubu został Jacek Rutkowski. - Szansę obu drużyn oceniam pół na pół - stwierdził wczoraj pomocnik Sparty Libor Sionko Ale to tylko kurtuazja, bo faworytem jest jego zespół. Gwiazdor mistrza Czech nie umiał wymienić nazwiska ani jednego rywala i zupełnie logicznie to uzasadnił. - W naszym kraju w telewizji nie pokazują meczów polskiej ligi, a polskie drużyny szybko odpadają z europejskich pucharów, więc też nie można ich zobaczyć - mówił.
Dzisiaj Sionko ma zagrać w podstawowym składzie, choć w dwóch ostatnich meczach był tylko rezerwowym. Ale Jozef Chovanec wie, że w meczu, którym decydują się tegoroczne losy Sparty, sadzanie takiego piłkarza na ławce to grzech. - Zamierzam go wystawić - potwierdza menedżer, który nie lubi, gdy nazywa się go szkoleniowcem. Jego rola w klubie jest znacznie poważniejsza. To on zdecydował, że po raz pierwszy prażanie grę Lecha analizowali dopiero wczoraj wieczorem.
Przed występem w Pradze piłkarze Lecha nawet nie próbują efekciarsko prężyć muskułów. Zdają sobie sprawę, w jakich okolicznościach wyeliminowali Inter Baku. Czesi są im za to wdzięczni, bo dzięki temu nie muszą jechać do azerskiego piekła, gdzie w słoneczny dzień temperatura przekracza 40 stopni Celsjusza. W Poznaniu jest chłodniej, a podróż znacznie tańsza.
W Lechu wiedzą, że nazwiskami nie sparaliżują rywala. Pozostaje twarda walka na boisku. - Zapewniam, że zagramy zupełnie inaczej niż z Interem - obiecuje Zieliński. Inaczej czyli lepiej. Na wczorajszym wieczornym treningu na stadionie Sparty brakowało Jacka Kiełba. Został w Poznaniu. Koledzy żartowali, że to kara za zmarnowaną sytuację pod koniec rewanżowego spotkania z Interem. - Gdybym miał za to karać, to nie wziąłbym do Pragi połowę składu. Jacka nie ma, bo skręcił nogę w sparingu - mówi Zieliński. Nie przyjechał też kontuzjowany Tomasz Bandrowski. Na szczęście inni są gotowi do gry, łącznie z Joelem Tshibambą.
Gospodarze są raczej spokojni o wynik. Piłkarze Lecha nie robią na nich większego wrażenia. Co innego kibice. Wszyscy obawiają się chuligańskich wybryków fanów Kolejorza, choć trudno zrozumieć, skąd u nich aż taki strach. Wczoraj okazało się, że miejscowi boją się również tego, że sympatycy Lecha będą głośniejsi niż kibice Sparty. - To nam nie grozi. Przecież naszych ludzi na trybunach będzie 16 tysięcy, a gości niewiele ponad dwa tysiące - próbował uspokoić na wczorajszej konferencji praskich dziennikarzy rzecznik Sparty Ondrej Kasik. Nie zabrzmiało to przekonująco. Drużyną Lecha miejscowi żurnaliści w ogóle się nie przejmują. Wolą dyskutować o kontuzjach swoich piłkarzy, o formie Sionki i o zachowaniu Tomasa Repki, który opluł rywala w sobotnim meczu czeskiej ligi. Może to i dobrze.
- Po tylu latach bez polskiego klubu w Lidze Mistrzów chyba wszyscy w Polsce będą kibicowali, żeby Lech dostał się do grupy. Otwiera się nowy stadion, byłby pełen na meczach z wielkimi rywalami i wyobrażam sobie, jaka mogłaby być atmosfera - marzy Peszko. Teraz to wyłącznie od niego i kolegów z drużyny zależy, czy Lechem będzie się chciała chwalić cała Polska.
źródło: sports.pl
Pokrewne wiadomości:Manchester lepszy od ArsenaluPortugalia rozbiła mistrzów świata10 lat bet-at-home - wygraj 10 lat urlopu! Wisła i Lech walczą o miliony złotychJest forma na Vancouver! Justyna wygrywa!Bet-at-home.com sponsorem strategicznym Wisły KrakówFPP Festival w bet-at-home.com: Od 2 do 28 lutegoVIP Pakiet w Bet-at-home na MŚ ChorwacjiBet-at-home losuje 50 EUR każdego dnia!Bony na Święta w Bet-at-homeWyścig bet-at-home.com bet-cup wychodzi na ostatnią prostą!Zgarnij Bonus powitalny 100%!